Berlin, czyli od kiepskich początków do miłosnych uniesień

Jest całkiem sporo miejsc, które w ostatnich latach udało nam się odwiedzić. W niektórych z nich przesiedzieliśmy już tygodnie, do innych zdołaliśmy zawitać na przysłowiową „chwilę”. Większość miast w których byliśmy zdominowane jest wiodącym nastrojem czy stylem, zazwyczaj dającym się scharakteryzować w kilku słowach. Pod tym względem Berlin jest jednak wyjątkowy. Trudno znaleźć bowiem miasto, które przywoływałoby tak nieoczywiste i różne, czasem wręcz sprzeczne skojarzenia. Stolica Niemiec to różnorodność. W każdym z berlińskich wpisów, a będzie ich kilka, postaramy się przedstawić Wam nasze spojrzenie na Berlin. Przewodniki oddają charakter miasta w minimalnym stopniu, a ich lektura może niekiedy wręcz zniechęcić. Marta przeglądając dziesiątki turystycznych książek, za każdym razem na Berlin reagowała stanowczym „nie”. Michał za każdym razem przystawał na propozycję już niemalże „czegokolwiek” innego. Ostatecznie po kilku latach namawiań Marta wywiesiła białą flagę i kręcąc nosem stwierdziła: „dobra jedziemy, ale będę marudzić, bo mi się tam nie spodoba”. Jeszcze nie wiedziała jak bardzo się myli…

W tej notce wyjdziemy naprzeciw temu co było dla nas największą blokadą. Przejdziemy więc przez top of the tops berlińskich przewodników i powiemy Wam czy naszym zdaniem warto poświęcić czas na sztandarowe miejscówki. Im dalej będziemy się zapuszczać z berlińskimi postami tym więcej nieprzeciętnych miejsc opiszemy na naszym blogu.

No to pojechane!

eg15

 

Unter den Linden i Brama Brandenburska, czyli o tym jak nie zaiskrzyło

Wszelkie przewodniki po Berlinie wskazują aleję Unter den Linden jako jeden z najważniejszych punktów turystycznych w mieście. Aż wstyd się przyznać, ale i my pokierowaliśmy się tym kluczem i naszą znajomość ze stolicą Niemiec zaczęliśmy właśnie od głównego traktu miasta. Nie był to jednak najszczęśliwszy pomysł. Po pierwsze Unter den Linden było wówczas rozkopane z powodu budowy nowej nitki metra U5. Po drugie aleja na całej swej długości zaprezentowała nam najbardziej szary odcień Berlina ze wszystkich możliwych. Ponure budynki i zupełnie nijakie gmachy m.in. Opery Narodowej i Uniwersytetu Humboldta. Smutek i nijakość płynące z nieco przytłaczającej architektury przeplatały się z ekskluzywnymi salonami, zupełnie niepasującymi do szarej zabudowy. Niewykluczone, że wpływ na ogólnie panującą atmosferę miał dość pochmurny i zimny wówczas maj. Oczekując po głównej ulicy miasta wrażeń jak z paryskiej Avenue des Champs-Élysées, rzymskiej Via del Corso czy budapeszteńskiej Váci utca, a nawet kowieńskiej Alei Wolności, Unter den Linden istotnie nas rozczarowała.

Zwieńczeniem traktu jest legendarna Brama Brandenburska. O ile aleja jest jednym z podstawowych punktów na mapie Berlina, tak Brandenburger Tor jest absolutnym top of the tops. I tutaj… to samo. Brama ogółem jest OK. I to chyba tyle na co nas stać w zachwytach nad nią. Jak na wizytówkę miasta – nie powala wdziękiem, rozmiarem czy rozmachem. Koloseum, Akropol, Wieża Eiffla, Stephansdom czy Országház, większość innych kultowych miejscówek robiła na nas zdecydowanie większe wrażenie. Brama na szczęście broni się walorem historycznym. Kiedy zaczęliśmy rozmyślać o symbolice zjednoczenia Niemiec, zrobiło nam się trochę lepiej.

u5

u6

Najciekawszym elementem na Unter den Linden było iście berlińskie zjawisko, które przywitało nas tuż przed wejściem na trakt – performance grupy artystów, którzy obklejali pomnik Marksa i Engelsa kolorowymi gazetami. Ta plenerowa praca i możliwość oglądania działań artystycznych na żywo z perspektywy ławki to kwintesencja Berlina, która łaskawie spotkała nas na samym początku wycieczki i stanowiła zapowiedź kolejnych wrażeń. A co do Unter den Linden – cóż, nie poddajemy się i będziemy dawać kolejne szanse temu miejscu.

un2

 

Berliner Dom, czyli jak zainteresować turystów historią

Wielki zabytkowy budynek położony na Spreeinsel to ewangelicka katedra znana jako Berliner Dom. Renesansowy kościół z zewnątrz zachwyca, ale też przytłacza swoim rozmachem, wewnątrz zaś skrywa kilka niespodzianek. Najciekawszą z nich są interaktywne ekrany z dołączonymi słuchawkami, na których (po wyborze opcji językowych) możemy posłuchać o historii reformacji, poznać różnice między wyznaniami, a także dowiedzieć się co nieco o historii katedry. Zazwyczaj tego typu atrakcje traktujemy z przymrużeniem oka, bo jest to często szczyt nudziarstwa – jednak tutaj, należy przyznać, że autorzy niesamowicie się przyłożyli. Wszystkie informacje sprzedane były w przystępny i sympatyczny sposób. Wizualizacje okraszone cudownymi animacjami przygotowanymi specjalnie na potrzeby katedry spowodowały, że Michał pierwszy biegał od ekranu do ekranu. Z punktu widzenia turysty – celny strzał. Katedra momentalnie staje się czymś więcej niż tylko imponująco wyglądającą świątynią.

bd3

Będąc na miejscu warto wspiąć się na szczyt. Chociaż droga na kopułę jest długa i kręta – polecamy się zawziąć i wysilić. Widoki z wąskiego tarasu okrążającego kopułę są imponujące i nie mamy wątpliwości, że katedra stanowi najlepszy punkt widokowy miasta.  Równie świetna jest możliwość przyjrzenia się z bliska zdobieniom i rzeźbom umiejscowionym na szczycie katedry. Cała anielska orkiestra spodobała nam się najbardziej.

bd4

 

Alexanderplatz, czyli jak Marta pokochała Berlin

Berlińczycy mówią na niego pieszczotliwie „Alex”, chociaż rozmiary placu i górującej nad nim gigantycznej wieży telewizyjnej raczej nie skłaniają do zdrobnień. Alexanderplatz to jedno z kilku centrów komunikacyjnych, towarzyskich i  handlowych Berlina. Łączą się tutaj stacje U-Bahn (tutejsza nazwa metra), S-Bahn (szybka kolej miejska) i przystanki autobusowe. Wokół placu rozsiane są galerie handlowe i restauracje. Można spędzić tam pół dnia, a później… kolejne pół.

al1

Głównym punktem Alexa jest Fernsehturm. Charakterystyczny kształt długiej „rakiety” z kulą i szpikulcem jest dla stolicy Niemiec tym samym czym Pałac Kultury i Nauki dla Warszawy. Z tą różnicą, że w Niemczech nikt nie dyskutuje o zburzeniu zabytku. W ramach biletu wstępu zagwarantowany jest wjazd na taras widokowy zorganizowany na planie okręgu. Dzięki temu mamy przed sobą w zasadzie pełną panoramę Berlina. Niestety jest ona mniej szałowa gdy na wieży się stoi i jej nie widzi.

al5

al19

Na zwolenników wrażeń wizualnych i wysokich rachunków czekają stoliki w restauracji umieszczonej na wyższym piętrze. Tam można zjeść obiad spoglądając z góry na Berlin. My jednak zadowoliliśmy się pysznym kebabem z Alexa tuż po zjeździe z wieży. Kebaby na Alexanderplatz są świetne!

Przy okazji ważny tip dla miłośników podróży kulinarnych! Nie napotkacie tu na wiele problemów z szukaniem w miarę przystępnej cenowo knajpy i nie będziecie chodzić głodni z powodu kosmicznych „eurasów” za średniej jakości menu. Berlin jest absolutnym królestwem street foodów. Jeśli lubicie uliczne jedzenie i nie przepadacie za wydawaniem na obiady czy kolacje przesadzonych kwot – będziecie zakochani w tutejszej kulinarnej kulturze ulicznej. To jednak nadaje się na osobny wpis, który pojawi się na blogu już niebawem.

al18

Planując podróż wybraliśmy hotel bezpośrednio przy Alexanderplatz, bo „przynajmniej będzie wiadomo gdzie wrócić”. Szykując plan wyjazdu, Marta drwiła, że co to za miasto gdzie ludzie najbardziej cieszą się na widok wieży telewizyjnej…  i tak oto pierwsza za każdym razem cieszyła się jak dziecko na jej widok. „Zatrzymaj tu samochód, będę jej robiła zdjęcie z tej perspektywy” zawsze były w primetime. Tak już zostało przez wszystkie nasze wyjazdy. Nie wiemy jak to się stało, ale być może dzięki wieży to właśnie Alexanderplatz jest największą berlińską miłością Marty i pojednał ją z tym miastem. Wielkie przestrzenie, nowoczesna architektura, przeplatająca się już z nie tak świeżą zabudową miasta, neony, światła i górujący Fernsehturm zdecydowanie otworzyły jej serce.

al20

al

 

Kreuzberg, czyli o tym dlaczego Michał rzuciłby wszystko by zamieszkać w Berlinie

Dla wielu miłośników Berlina – najbardziej wyrazistą wizytówką miasta jest legendarna już dzielnica Kreuzberg. Nie ukrywamy, że nasza miłość do sztuki ulicznej, nietuzinkowych galerii sztuki, marketów i nietypowych księgarni powoduje, że na Kreuzu czujemy się jak ryby w wodzie.

kr4

kr3

Historia dzielnicy to cały szereg opowieści o tutejszej awangardzie, o środowisku punkowym i anarchistycznym. Kreuzberg kojarzący się ze squatami zamieszkałymi przez hipisów i anarchistów w latach 80-tych i 90-tych to już jednak historia. Artystyczny klimat dzielnicy również zdaje się być bardziej widoczny na murach niż w kawiarniach i klubach. Współcześnie jest to wyspa hipsterów w jak najlepszym rozumieniu tego słowa. Spotkać możemy ciekawych ludzi w jeszcze ciekawszych ciuchach, jedzących przedziwne wegańskie burgery i kupujących pop-artowe komiksy o Andym Warholu albo Adolfie Hitlerze (który tutaj też jest hipsterem!). Kreuzberg – jest tu kolorowo, beztrosko i wciągająco.

kr1

kr5

Jako prawdziwa europejska stolica street-artu, ciekawych knajpek i sklepów z rzadkimi vinylami Krezberg zasługuje na specjalną uwagę i osobny przekrojowy artykuł, do którego już zbieramy najlepsze zdjęcia.

ZOO, czyli o żyrafach w pałacu

Określanie Berlina mianem miejsca niesamowitego i różnorodnego staje się po pewnym czasie pewnie trochę tendencyjne, a nawet nudnawe (choć uzasadnione i szczere). Ale jak inaczej potraktować miasto, które w swoim ścisłym centrum, tuż za wieżowcami, Bramą Brandenburską i budynkiem Reichstagu ma ogromny park? A co, jeśli po drugiej stronie tego parku znajduje się wspaniały ogród zoologiczny, bodaj najsłynniejszy w Europie?

Berlińskie ZOO to prawdziwa instytucja. Na naprawdę sporej przestrzeni spotkamy tu przeróżne, nawet najbardziej egzotyczne gatunki zwierząt. My najmocniej zaprzyjaźniliśmy się z żyrafami, słoniami, małpami i hipopotamami.  Na mapce, którą dostajecie razem z biletem macie napisane pory karmienia zwierząt. My mieliśmy szczęście i trafiliśmy na karmienie fok. Niezłe urwisy. Gorąco polecamy, jak staniecie blisko to kąpiel zaliczona.

z1

z6

Jeśli jesteście w Berlinie dłużej niż dwa, trzy dni – warto sprawdzić prognozę pogody i wybrać ciepły i słoneczny dzień. Macie wtedy najwięcej szans na zobaczenie zwierząt w plenerze, na specjalnie przygotowanych dla nich wybiegach. Kiedy my wpadliśmy do ZOO akurat zaczynało mżyć, więc sporo zwierzaków pochowanych było w wewnętrznej części obiektów (brawo dla organizatorów – zła pogoda nie uniemożliwia zwiedzenia całego kompleksu i podziwiania wszystkich gatunków). Zwierzęta w berlińskim ZOO, mają zdecydowanie więcej miejsca niż w innych parkach zoologicznych w których mieliśmy możliwość być. Infrastruktura jest dość nowoczesna, a przestrzenie niebywale zadbane. Nigdzie nie uświadczycie dołujących zwierzęta krat i klaustrofobicznych klatek. Największe wrażenie zrobił dla nas pałac dla żyraf, którego nie powstydziłby się niejeden Maharadża.

z10

Jeśli myślicie, że nie warto tracić czasu na chodzenie po ogrodzie zoologicznym – jesteście w błędzie. Nawet krótka wizyta będąca przerwą pomiędzy eksplorowaniem pozostałych części miasta potrafi zrelaksować i wprawić w dobry nastrój.

z3

 

Schloss Chartlottenburg, czyli o powrocie do przeszłości

Zespół pałacowo-parkowy położony w dzielnicy Charlottenburg przenosi Berlin w klimaty dużo bardziej kojarzone z eleganckim, klasycznym Wiedniem. Mamy tu zamek z przylegającym parkiem – siedzibę królów, wytworne XVIII-wieczne jadalnie, salony i galerie. Jest to najmniej „berlińska” atrakcja ze wszystkich, jakie znajdziecie w jakichkolwiek przewodnikach. Jeśli macie odrobinę bonusowego czasu – polecamy odwiedzić to miejsce choćby po to, żeby przekonać się, że oprócz graffiti, wystaw sztuki współczesnej i nowoczesnych centrów handlowych Berlin serwuje nam coś z zupełnie innego świata. Jeśli jednak Wasz plan zwiedzania jest bardzo napięty – sugerujemy odpuścić Charlottenburg. Jest w Berlinie zbyt dużo ciekawostek i „real thingów” do zobaczenia, aby rezygnować z którejkolwiek z nich dla zwiedzania gigantycznych pozłacanych sal. W tym miejscu musimy przyznać, że jedna była zjawiskowa, ale to na tle całego Berlina, jednak trochę za mało.

DSC00556.JPG

Tip: Jednym z nieoczywistych atutów pałacu jest położona nieopodal knajpka Charlottenburger. Wycieczka po pałacu jest na tyle długa, że można zdążyć zgłodnieć. Burgery stają w takiej sytuacji na wysokości zadania, szczególnie ten z chrupiącym kurczakiem.

ch3

Tip 2a: Jeśli przyjechaliście do Berlina samochodem – śmiało możecie pojechać pod zamek autem. W okolicy jest sporo miejsc parkingowych, w dodatku darmowych.

Tip 2b: Berlin jest jednym z miast, w którym właściwie nie znamy komunikacji miejskiej. Miasto jest bowiem szalenie przyjazne kierowcom. Świetne oznakowania i całe mnóstwo parkingów – bardzo często darmowych – w strategicznych miejscach. Do dziś nie rozumiemy tego do końca, ale jaramy się tym niezmiennie. Nie ma już strachu przed kupnem niewymiarowej pamiątki, z którą trzeba łazić po mieście pół dnia!

ch2

 

East Side Gallery, czyli krótka historia o tym czemu Michał lubi mury

Z naszym zacięciem historyczno-politycznym East Side Gallery to po prostu punkt obowiązkowy. Dodatkowym atutem pozostałości berlińskiego muru jest proste skojarzenie z twórczością Rogera Watersa i Pink Floyd, których Michał kocha szalenie. Do tego dziesiątki fantastycznych kreacji stworzonych na tych zmurszałych ścianach – kwintesencja tego, dlaczego kilometr z kawałkiem szliśmy przez grubo ponad 2 godziny.  Najdłuższy zachowany fragment muru zaczyna się na wysokości dworca Ostbahnhof, a kończy przy Warschauer Straße, przy najsłynniejszym moście Oberbaumbrücke. Wydawać by się mogło, że skoro granicą między wschodnim i zachodnim Berlinem była rzeka, to dodatkowe zabezpieczenia były niepotrzebne…  mimo to zdecydowano się na pociągnięcie murowanej granicy wzdłuż Szprewy.

eg9

eg4

East Side Gallery to jeden z „ruchomych” punktów miasta – niezależnie ile razy pojawicie się w Berlinie, najprawdopodobniej mur nigdy nie będzie wyglądał tak samo, standardowa przypadłość sztuki ulicznej. Naszym ulubionym punktem są dzieła Thierry’ego Noir’a jednego z najbardziej charakterystycznych artystów, którzy zostawili po sobie ślad w ramach East Side Gallery. Malowane przez niego charakterystyczne twarze możecie spotkać również w innych częściach Berlina, na pozostałościach muru. Jeśli lubicie takie smaczki, to tu również znajdziecie słynny „Fathernal Kiss” Dimitria Vrubela, na którym czułości nie szczędzą sobie Leonid Breżniew i Erich Honecker. Po renowacji dzieła przeprowadzonej kilka lat temu, mural można zobaczyć już  tylko zza osłaniających go barierek. Zdjęcia dobrego nie zrobicie, ale wrażenia pozostaną!

eg1

IMG_20170513_015637.jpg

eg10

 

To tyle z kontestacji przewodników. Następnym razem poprowadzimy Was własnymi drogami i pokażemy mniej oczywiste oblicza Berlina.

 

05/2017

Jedna uwaga do wpisu “Berlin, czyli od kiepskich początków do miłosnych uniesień

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s