Paryż dla początkujących i dla zaawansowanych

 

Kolejne wizyty w Paryżu zdecydowanie pomagają zmienić perspektywę: z turystycznej na domową. Żeby faktycznie osiągnąć taki stan, potrzeba jednak sporo czasu, entuzjazmu, zmysłu planowania i sił w nogach.

Nasza trasa może być dobra zarówno dla tych, którzy są w Paryżu po raz pierwszy, jak i tych, którzy nie boją się chwilowych ucieczek od kluczowych pozycji w przewodniku i chcą przetrzeć nowy szlak. No to pojechane…

Bonjour, Monet!

Zaplanowaliśmy trasę przebiegającą z dala od popularnych traktów turystycznych, pełnych paryskich muzeów (z którymi mamy jak najlepsze doświadczenia), i naszą kolejną wyprawę rozpoczęliśmy od Musée Marmottan Monet. To miejsce polecamy tym, którzy lubią malarstwo impresjonistyczne, oczywiście z Claude’em Monetem na czele. Do muzeum dojazd nie jest najlepszy (trzeba trochę przejść od najbliższej stacji metra – Marta w tym czasie zdążyła już skręcić kostkę), ale zbiory są imponujące.

Kilka słów o tym, co czeka Was na miejscu: muzeum mieści się w rezydencji Paula Marmottana, jednego z najsłynniejszych francuskich kolekcjonerów i koneserów sztuki. Większość zbiorów to jego prywatna kolekcja – trzeba przyznać, miał rozmach. Główny cel wizyty? Jak dla nas – Impresja, wschód słońca. Ale oprócz tego znajdziecie tam mnóstwo wielkoformatowych lilii wodnych, nenufarów, parlamentów, jak i mniej oczywistych dla Moneta obrazów. Przestrzenne sale i możliwość przyjrzenia się dziełom mistrza z bliska to dodatkowe atuty wystawy. Mimo niezliczonej liczby muzeów i galerii, jakie oferuje Paryż, wystawy u Marmottana cieszą się dużym zainteresowaniem. Choć marzec nie jest szczytem sezonu, a godziny okołopołudniowe nie kojarzą się z największym oblężeniem dla instytucji kultury – tutaj zagwarantowały niespodziewany ścisk.

Jeszcze lepiej niż muzeum wspominamy powrót do centrum miasta. Jak pisaliśmy, skręcona kostka oraz istotnie oddalona stacja metra zmotywowały nas do wybrania alternatywnej trasy. Strzał w dziesiątkę! Paryskie metro oczywiście ma swój klimat i jest świetną wizytówką miasta – od przepychu i blichtru po syf i smród. Choćby z tego powodu warto korzystać z tego środka transportu, ale gdy znasz już miasto lepiej – weź autobus!  Jeśli znasz większość punktów orientacyjnych miasta, łatwiej wsiąść w cokolwiek z myślą, że jakoś to będzie. My mieliśmy dużo szczęścia! Autobus, który wiózł nas z Musée Marmottan Monet w kierunku Dzielnicy Łacińskiej, przejeżdżał przez główne ulice miasta, również tuż obok placu Trocadéro. Widok skąpanej w słońcu Wieży Eiffla, wynurzającej się spoza bloków i prezentującej się w całej okazałości (zupełnie niespodziewanie!) to jeden z najpiękniejszych obrazków, który zabierzemy ze sobą.

IMG_20170917_015547_746

Saint-Germain-des-Prés i Quartier Latin – czyli po drugiej stronie tafli wody

Jedną z najbardziej urokliwych przestrzeni Paryża są tereny okalające Dzielnicę Łacińską i bulwar Saint-Germain. Te malownicze rejony wciąż nie są konkurencyjne dla kluczowych zabytków miasta. Zupełnie niesłusznie. Niewątpliwym plusem tej sytuacji jest fakt, że w centrum metropolii, po drugiej stronie brzegu Sekwany, możemy naprawdę odpocząć od zgiełku i tłoku. Nie znaczy to jednak, że jest tu całkowicie cicho i pusto. Jednak atmosfera na lewym brzegu Sekwany przede wszystkim skłania do rozkoszowania się smakiem kawy, niespiesznego wypalania papierosów, międzykulturowych i międzypokoleniowych ploteczek.

Dzielnica uniwersytecka (nazwa pochodzi od łaciny, którą biegle posługiwano się na uczelniach) i okolice Saint-Germain to najstarsze części miasta, w dodatku świetnie zachowane. Tworzą je szeregi zabytkowych kamienic i urokliwych uliczek upstrzonych dziesiątkami kawiarni, kwiaciarni i księgarni. Skoro już tutaj jesteśmy, przedstawimy Wam kilka ciekawych propozycji.

Pierwszy przystanek: Café de Flore.

Znana z paryskich widokówek kawiarnia mieści się na rogu rue Saint-Benoît przy bulwarze Saint-Germain. Café de Flore już na przełomie XIX i XX wieku stało się modnym miejscem spotkań paryskiej inteligencji. Popularność towarzyszy temu miejscu do dziś, i choć wydawać by się mogło, że cudem będzie znalezienie tu wolnego stolika… cóż – cuda się zdarzają! Ogromna, dwukondygnacyjna przestrzeń i spora liczba stolików na zewnątrz powodują, że mimo swojej sławy, zazwyczaj znajdzie się dla Was miejsce. My oczywiście polecamy stoliki przy ulicy, bo smak dobrej kawy i czekolady przy dźwiękach miasta staje się jeszcze bardziej wyrazisty. W ramach zwiedzania warto jednak choć na chwilę wejść do środka i napawać się przedwojennym wystrojem kawiarni. Jak mówią Paryżanie, z pokolenia na pokolenie knajpa zmienia się niewiele. Właściciele i obsługa bardzo dbają o zachowanie jej klasycznego wystroju w stylu art déco. Jesteśmy przekonani, że warto poddać się panującemu tu nastrojowi i choć na chwilę odetchnąć przy pysznej kawie i niemniej wykwintnych posiłkach, podawanych pod jednym z najbardziej rozpoznawalnych kawiarnianych baldachimów w mieście. Dokładnie tak, jak robił to kiedyś nasz ukochany Pablo Picasso.

IMG_20170310_231012

Przystanek drugi: L’Ecume des Pages

L’Ecume des Pages – będąca w cieniu najsłynniejszej paryskiej księgarni Shakespeare and Company Bookstore – jest miejscem, które oferuje bogaty wybór książek, przytulne wnętrze i miłą obsługę. Jej atutem jest również fakt, że w tygodniu jest czynna aż do północy. To udogodnienie z pewnością ucieszy zaczytanych, ponieważ ogromna przestrzeń sklepu zapełniona jest książkami aż pod sufit – dosłownie! Właśnie dlatego Michał, sięgając po Alkohole Apollinaire’a, musiał korzystać z drabiny (jak wiadomo, przy ułożeniu alfabetycznym A było poważnym wyzwaniem). Warto zwrócić uwagę na szczególnie rozbudowaną kolekcję książek o sztuce: malarstwo, muzyka, kinematografia, architektura, fotografia, biografie – eh, gdybyśmy tylko znali po francusku więcej słów niż te służące do podstawowej komunikacji…

Przystanek trzeci: Le Procope

O Le Procope przeczytaliśmy w jednym z przewodników kilka lat temu i wydawało nam się, że to miejsce idealne dla nas. Okazało się jednak, że panujący tam przepych, blichtr i wszechobecne złocenia wcale nie powodowały, że czuliśmy się tam swobodnie. Mimo tego Le Procope to miejsce warte odwiedzenia. Dlaczego? Przede wszystkim to najstarsza paryska kawiarnia, więc chociażby z szacunku dla jej historii. Restauracja na każdym kroku podkreśla swoje korzenie sięgające drugiej połowy XVII wieku. Po drugie, siedział tam nie byle kto! Dla nas, politologów, zajmować miejsce po takich osobistościach jak Rousseau, Voltaire czy Robespierre (który właśnie tę kawiarnię wybrał jako jedno z ulubionych miejsc do spiskowania) to nie lada gratka! Mamy tutaj też polski akcent – Le Procope to miejsce, gdzie Fryderyk Chopin często umawiał się na spotkania zarówno ze swoją miłością George Sand, jak i bliskim przyjacielem Ferencem Lisztem. Po trzecie, znajdziecie tu wiele pamiątek, akcentów i oznaczeń po wyżej wymienionych osobistościach, które wskażą, gdzie dokładanie zasiąść, by odtworzyć klimat wcześniejszych stuleci. No i po czwarte, naprawdę nie wiemy, gdzie traficie na lepszy crème brûlée.

img_20170917_011429_321-e1505606345962.jpg

Powróćmy na ulice miasta. W opisie spacerów po najstarszych, zabytkowych zakątkach Paryża nie sposób nie wspomnieć o wyjątkowej architekturze. Ozdobą tej części miasta są dwa słynne kościoły, które górują nad dzielnicą. Pierwszy z nich to Saint-Germain-des-Prés, jak na tę dzielnicę przystało – najstarszy obiekt sakralny w mieście. Erygowanie kościoła datowane jest na 543 rok. Klasztor bardzo poważnie ucierpiał w trakcie francuskiej rewolucji, kiedy odebrano mu sakralny charakter i przemianowano na prochownię. Został on jednak szybko zrekonstruowany w XIX wieku. Zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz widać, z jakim pietyzmem starano się oddać jego wczesnośredniowieczny klimat.

Również tutaj nie brakuje polskich akcentów. Po pierwsze, w XVII wieku opatem klasztoru został Jan Kazimierz Waza i w tym właśnie miejscu pochowane jest jego serce. Po drugie, kilka lat temu, w  jednej z bocznych naw, postawiono popiersie Jana Pawła II ufundowane przez miasto Wrocław.

img_20170314_210356.jpg

I na deser – sedno naszej przeprawy na lewy brzeg Sekwany – Kościół Saint-Sulpice. Jeśli czytaliście książkę lub widzieliście film Kod da Vinci, to z pewnością wiecie, że kościół św. Sulpicjusza to klucz do poszukiwania Świętego Graala. Zostawiając sobie na później przyjemność przedstawienia Wam paryskich tras szlakiem bestselleru Dana Browna, pokrótce przedstawimy Wam historię tego miejsca.

Jak to zazwyczaj z zabytkowymi kościołami bywa, również ten nie jest pierwszym budynkiem sakralnym, który powstał na tym terenie. Pierwszy pochodził z XIII wieku i przeszedł szereg modernizacji. Jednak po kilku stuleciach proboszcz podjął decyzję o zrównaniu z ziemią pierwszej budowli i postawieniu na jej miejscu bardziej okazałej świątyni. Cel z pewnością został osiągnięty, Saint-Sulpice to drugi co do wielkości kościół w Paryżu (niedościgniona pod tym względem pozostaje katedra Notre-Dame). Choć to tylko kościół parafialny, zbudowany został z niesamowitym rozmachem. Fasada jest dość masywna i monumentalna, a dwie wysokie, niesymetryczne wieże budzą niepokój. O ich kształcie nie zadecydował jednak żaden zabieg architektoniczny, tylko proza życia. Prawa wieża nigdy nie została skończona, a pozostałe w niej żłobienia są pozostałością po rusztowaniach. Podążając śladami książkowego Sylasa, musimy wejść do środka w poszukiwaniu gnomonu, czyli iglicy, która rzuca cień na tarczę zegara słonecznego. Jednak znalezienie go to niełatwa sztuka, gdyż kościół jest raczej ciemny, a zabytki umieszczone na wysokości transeptu słabo widoczne. Jednak gdy już na niego traficie, to mimo jego podłego położenia zobaczycie, że pełni on jedną z głównych ról. Linia, która przecina na ukos cały kościół, jest jego pochodną. Czy to właśnie słynna linia róży? Czy wskazuje drogę do klucza sklepienia? Musicie przekonać się sami!

IMG_20170310_220057

Notre-Dame – bliżej, wyżej

Katedra Notre-Dame to paryski klasyk osławiony przez Victora Hugo. Plac przed legendarnym kościołem wypełniony jest od rana aż do zmroku tysiącami ludzi, którzy – pełni entuzjazmu – cykają setki zdjęć wyglądających dokładnie tak samo. Selfie z katedrą, sama katedra, kawałek katedry, (kiedy okazuje się, że z danej perspektywy jednak cała się nie mieści w kadrze)… Cóż – my też tam jesteśmy i robimy to samo! Tym razem chcieliśmy uniknąć tego zgiełku i w nadziei na naprawdę dobre ujęcia wybraliśmy się tam taksówką na poranną mszę. Przejazd w sobotę miastem, które jeszcze odsypia huczny początek weekendu ma szczególny urok. Droga z Montmartre do katedry, gdy po drodze mijaliśmy Operę Garnier i Luwr, to drugi podczas tego wyjazdu, najpiękniejszy kadr z naszej podróży. Dzięki tak wczesnej porze udało nam się być w Notre-Dame podczas bardzo skromnej (wręcz rozczarowującej) mszy, zrobić kilka zdjęć bez towarzystwa setek ludzi i poświęcić naprawdę wiele czasu na przyjrzenie się architekturze tego miejsca. Trudno znaleźć drugi budynek, którego fasada byłaby ozdobiona tak bogatą symboliką. Zanim wejdziecie do środka katedry, przyjrzyjcie się jej bliżej. Trzy filary kościoła pokryte są fenomenalnymi rzeźbami. Polecamy wytężyć wzrok i poszukać ukrytych motywów biblijnych. Szczególne wrażenie robią rzeźby przedstawiające sceny Sądu Ostatecznego. Najstarsze z nich pochodzą sprzed 1180 roku. Ilekroć znajdujemy się przed Notre-Dame, przystajemy na moment, aby przyjrzeć wszystkim tym zdobieniom. Zawsze znajdujemy coś nowego i zastanawiającego. Tak więc każdy może stać się na chwilę Robertem Langdonem.

IMG_20170312_002810Poranne wstawanie ma też inny zasadniczy plus: w kolejce na wieże katedry czekaliśmy pół godziny, a nie dwie i pół – prawdziwe zwycięstwo! Kolejka do wejścia na górę porusza się raczej mozolnie, nie wynika to jednak z opieszałości obsługi, ale ze zdecydowanie ograniczonej przestrzeni do zwiedzania. Jesteśmy przekonani, że warto poczekać, choć jeśli macie lęk wysokości lub klaustrofobię, to może niekoniecznie. Najlepszymi paryskimi przyjaciółmi Marty są zdecydowanie gargulce. Ta miłość jest tak znacząca, że rok w rok wdrapujemy się na górę, by pogłaskać naszych kamiennych koleżków. Z każdą wizytą mamy świadomość, że nic się na szczycie nie zmieniło, więc może następnym razem odpuścimy i pomachamy im tylko z dołu.

Dla nas niezmiennie to właśnie katedra (a nie Wieża Eiffla, Sacré Coeur czy Łuk Triumfalny) jest najlepszym punktem widokowym i miejscem do robienia panoramicznych zdjęć. To też najlepszy czas, by odtworzyć kilka scen z „Dzwonnika”. Na wieży można zwiedzić miejsca, gdzie żył i pracował  słynny Quasimodo, a także dotknąć i posłuchać słynnych dzwonów. Powracając jednak do kamiennych przyjaciół, warto poświęcić chwilę każdemu z nich: smokom, ptakom, kotom, a nawet słoniowi! Jeden wygląda, jakby właśnie pałaszował kebaba, inny – jak upiorne wcielenie Fryderyka Chopina. Marta jest święcie przekonana, że stwory działają zgodnie ze swoim pierwotnym przeznaczeniem, mianowicie gargulce i rzygacze mają za zadanie zarówno ostrzegać, jak i chronić przed złem. Co było ich orężem? W dawnych czasach wierzono, że potwory i demony uciekają, gdy zobaczą własne odbicie. My co prawda nie uważamy, by gargulce były potworne, ale z pewnością sprawują się świetnie, skoro katedra od XII wieku dumnie stoi w centralnej części wyspy na Sekwanie. Z tej wyprawy przywieźliśmy kolejne dwa pamiątkowe gargulce i liczymy, że u nas w domu również się sprawdzą. Jeśli szukacie tego typu pamiątek – dostaniecie je tylko w sklepikach w okolicach katedry.

IMG_20170312_005708

Sainte-Chapelle – El Dorado z kolorowych szkiełek

Nawet jeśli odstrasza Was kolejka ustawiona przed wejściem do Sainte-Chapelle (nas odstraszała skutecznie podczas poprzednich pobytów w Paryżu), to jednak polecamy uzbroić się w cierpliwość i dotrwać. Wnętrze tej charakterystycznej, dwukondygnacyjnej kaplicy jest fascynujące. Gotycka i ponura fasada skrywa w środku bogactwo kolorów, złoceń, wzorzystych posadzek, rzeźb i malowideł.  Sainte-Chapelle najlepiej zwiedzać w słoneczne dni, kiedy promienie wpadające przez dziesiątki witraży przyprawiają o zawrót głowy (naprawdę musicie ją wysoko zadzierać!). Duże wrażenie z pewnością robi górna (czyli królewska) część Sainte-Chapelle. Dolna zagospodarowana została przez stragany z pamiątkami i informatorami, dlatego polecamy iść od razu na piętro. Naszym zdaniem cena biletu jak na stosunkowo niewiele przestrzeni do zwiedzania jest wygórowana (bilet wstępu kosztuje 10 euro, ale UE<26 za darmo), ale dla tej feerii kolorów chyba warto.

img_20170316_115620.jpg

Marché aux fleurs et aux oiseaux – wyciszenie, wąchanie, ćwierkanie

Pomiędzy kaplicą a katedrą (tuż nieopodal wejścia do stacji metra Cité) traficie na urzekający targ kwiatowy Marche aux fleurs et aux oiseaux (który w niedziele do swojej oferty włącza również egzotyczne ptactwo). Na miejscu znajdziecie pawilony pełne straganów z kwiatami, nasionami, wyrobami kosmetycznymi i dekoracjami wnętrz. W wirze zwiedzania naprawdę warto tam zajrzeć i zrobić sobie przerwę na poszukanie czegoś niesztampowego.  Nasz wybór padł na widokówki – co w naszym przypadku jednak nie jest niczym wyjątkowym. Sprzedawane są tam imponujące retro kolekcje, a przy odrobinie szczęścia znajdziecie świetne, czarno-białe paryskie pocztówki przedstawiające miasto w XIX i XX w. My kupiliśmy ich stanowczo za mało, dlatego właśnie do tego miejsca będziemy wracać jeszcze w tym roku. Targ otwarty jest codziennie do godzin wieczornych, ale najlepiej pojawić się tam przed południem.

IMG_20170315_191205

Bukiniści nad Sekwaną – Paryż z dawnych lat

Podczas pobytu w Paryżu punktem obowiązkowym powinien być spacer po nabrzeżu Sekwany. Rzeka okala aż siedem dzielnic miasta i jest gęsto usiana zabytkowymi mostami. Obserwując je z jednej strony i podziwiając kamienice położone na przeciwległym brzegu rzeki, można poczuć filmowy, paryski klimat. Bulwary tętnią życiem szczególnie w okresie letnim, gdzie znajduje się mnóstwo kawiarni i restauracji raczących swoich klientów wydzieloną plażą i leżakami. Nas jednak najbardziej urzekła oaza bukinistów. Jak głosi miejska legenda, nieopodal Notre-Dame zatonął w zamierzchłych czasach statek transportujący tysiące książek. Załoga chciała ratować swój dobytek, więc zaczęła sprzedawać przechodniom te, które udało się wyłowić. Ten wypadek sprawił, że sprzedaż nad brzegiem Sekwany stała się ich właściwym zajęciem.

img_20170316_193826.jpg

Bukiniści to jedna z wizytówek Paryża. Są tak istotną częścią miasta, że ich zawód został ściśle uregulowany przez prawo. Każdy z nich ma do dyspozycji 4 wydzielone skrzynie, a w przynajmniej trzech z nich musi oferować książki. Z tego co widzieliśmy, te proporcje da się jednak obejść. Inne restrykcje? Każde z około dwustu stoisk musi być otwarte przynajmniej 4 dni w tygodniu. Rynek jest więc dość mocno regulowany. Nie działa to jednak jak straszak, ponieważ chętni do pracy w zawodzie bukinisty muszą przygotować się na kilkuletni czas oczekiwania.

IMG_20170316_193627

Jeśli chcecie poznać skarby i uroki tej pracy, zdecydujcie się na spacer mniej więcej od pont Neuf do pont Alexandre III, gdzie znajduje się istne zagłębie małych blaszanych budek.

Dla nas to był jeden z najdłuższych i najbardziej absorbujących wakacyjnych spacerów, odmierzany od blaszaka do blaszaka. Wśród bogatej oferty sprzedawców, oprócz książek znajdziecie między innymi pożółkłe plakaty koncertowe starych dobrych zespołów, płyty winylowe, zabytkowe kartki pocztowe, okładki La Vie Parisienne czy Vogue’a w formie posterów, antyki, ryciny, obrazy, obrazki, obrazeczki… To jedno z tych miejsc, do których chce się wracać. Tak też zresztą uczyniliśmy już kolejnego dnia – zaopatrzyliśmy się w kolekcję archiwalnych (wypisanych i wysłanych!) kartek z początku XX wieku, kilka plakatów i zmurszałe wydanie Trzech muszkieterów Aleksandra Dumasa.

img_20170316_194045.jpg

Marché Bastille – współczesna twierdza smaku

Turystyczni entuzjaści „kluczowych momentów historii” mogą być głęboko rozczarowani tym, co oferuje plac Bastylii. Nie znajdziecie tam ruin zabytkowej twierdzy. W przewodnikach zazwyczaj pojawia się informacja, że nie zachowały się żadne pozostałości po niechlubnym symbolu XVIII-wiecznego absolutyzmu. To jednak nieprawda. Niewielki fragment muru możecie dojrzeć pośród obszernych, brudnych i dusznych korytarzy metra. Stacja Bastille łączy trzy linie podziemnej kolejki, więc odnalezienie czegokolwiek w tej dżungli jest trudne, ale nie niemożliwe. Niestety w metrze nie ma żadnych oznaczeń, nikt nie szuka zabytkowej fortyfikacji i nikt konsekwentnie nie zwraca na nią uwagi, a szkoda. My sami trafiliśmy pod tę skromną ścianę przez przypadek podczas jednej z przesiadek między liniami.

IMG_20170917_011800_470.jpg

Plac nie został jednak pozbawiony historycznych i monumentalnych akcentów. Traficie tu na rosłą kolumnę Lipcową, symbol rewolucji lipcowej z 1830 roku (a nie, jak sądzi wielu, Wielkiej Rewolucji Francuskiej). Żeby nadać jej jeszcze większej powagi, jako surowiec do budowy wykorzystano przetopione armaty Napoleona. Budowlę zajmującą centralną część placu wieńczy posąg Geniusza Wolności. Biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo umiłowane przez Paryżan są wolność, równość i braterstwo, Geniusz jest częstym świadkiem politycznych i artystycznych korowodów.

Wystarczy historii, bo przecież nie po to przyjechaliśmy tym razem w okolice Bastylii…

W czwartki i niedziele sąsiadujący z placem Bastylii boulevard Richard Lenoir zmienia się w najbardziej gwarne i kolorowe miejsce w całym Paryżu. Setki wypełnionych po brzegi straganów, w przeważającej mierze z jedzeniem, ale też naręczami kwiatów, workami lawendy, kaszmirowymi szalami, biżuterią i ręcznie robionymi pamiątkami, doprowadzają do oczopląsu. Zakupy zaczęliśmy od niebieskiej (w iście francuskim odcieniu!) chusty, a potem już poszło! Nasze zamiłowanie do jedzenia i fotografii pozwoliło nam spędzić całe niedzielne przedpołudnie, południe… i popołudnie w tej szczególnie urokliwej przestrzeni. Powróćmy jednak do jedzenia i poświęćmy chwilę temu, co możecie znaleźć na targu. Świeże, wyselekcjonowane warzywa i owoce, oliwki, bakalie, szynki, mięsa, ryby, owoce morza, sery, jogurty, mleka, jaja, pieczywo, ciastka i wiele innych wykwintnych stymulatorów naszych kubków smakowych. Targ oferuje również bogaty wybór dań na gorąco, który absolutnie nie ogranicza się do kuchni francuskiej. Naleśniki, paelle, curry, gulasze, czego dusza zapragnie. Najrozsądniej jest tu przyjść z pustym żołądkiem!

IMG_20170313_184653

Jeśli chcecie się pozbyć fałszywego przekonania, że Paryżanie są nadąsani i wyniośli – przyjdźcie tu w pierwszej kolejności. Jeszcze na żadnym z europejskich targów nie spotkaliśmy się z taką życzliwością sprzedawców, jak tutaj. Wystawcy są bardzo profesjonalni w swoim fachu, sposób prezentacji produktów, znajomość ich pochodzenia i zaangażowanie w kontakt z klientem są na najwyższym poziomie. Dzięki wysokiej klasie produktów oraz sympatycznej atmosferze na targ przychodzą wszystkie pokolenia Paryżan, co ciekawe – bardzo często w towarzystwie swoich psów. Szczęśliwie nikt nie postrzega tu czworonogów niuchających dolne skrzynie jako niepożądanych gości. Wręcz przeciwnie – psy często towarzyszą sprzedawcom w ich pracy.

img_20170313_190459.jpg

Festiwal kolorów i smaków przerósł nasze wyobrażenia. Sympatia z jaką się spotkaliśmy, sprzedawcy entuzjastycznie pozujący do zdjęć, którzy z nie mniejszym animuszem nucili swoje ulubione francuskie przeboje – uwierzcie, tego pięknego, słonecznego dnia nie mogliśmy spędzić lepiej. Zakupy i degustacje uprzyjemniają tutejsi muzycy. My trafiliśmy na wesołe jazzowe trio. W tych miłych okolicznościach w ostatniej chwili udało nam się upolować najprawdziwsze z prawdziwych zioła prowansalskie, które z dumą zabraliśmy do naszego kuchennego królestwa.

IMG_20170313_145657

Z całego serca polecamy Wam to miejsce – tętniące życiem, pozytywną energią, o niebywale przyjacielskiej atmosferze.

IMG_20170313_190149

Montmartre – dzielnica gdzie krzyżują się drogi zakonnic i panien lekkich obyczajów

Miejscem bardzo wyjątkowym dla naszych wszystkich paryskich wycieczek jest Montmartre. Jest to punkt „dom” – miejsce odniesienia, startu i końca. Tu zaczynamy każdy dzień dobrym śniadaniem i kończymy nie gorszą kolacją oraz snując się uliczkami zarówno romantycznych wzgórz, jak i mocno podejrzanych dolin. Dlatego też Montmartre zasługuje na zupełnie oddzielny artykuł, ale nie możemy go pominąć i w tej relacji.

IMG_20170313_011054.jpg

Montmartre jako legendarna dzielnica artystów rzeczywiście ma w sobie wiele magicznej aury. I jak to bywa z artystami – doświadczycie tutaj wszystkiego. Różnorodność Paryża znajduje swoje apogeum właśnie tutaj. Zarówno zatłoczone ulice pełne knajp, w których jadali Pablo Picasso czy Jim Morrison, jak i okolice bazyliki Sacré-Cœur przenoszą nas do nieco innego, bajkowego świata. Małe, zupełnie nieuporządkowane knajpeczki i kawiarenki umiejscowione są tuż obok wytwornych, ekskluzywnych restauracji. Butiki z najwymyślniejszą biżuterią przeplatają się z całą masą kiczowatych, a czasem nawet odstręczających sex-shopów. Domy publiczne i stojące na ulicach prostytutki tworzą jakąś absurdalną kompozycję z eleganckimi Francuzkami przechadzającymi się pięknymi uliczkami na wzgórzu. Z jednej strony na placu du Tertre prowadzisz miłe rozmowy z wiekowymi artystami specjalizującymi się w portretach i pejzażach, a chwilę później, gdy zejdziesz dziesiątkami schodków i uliczek trochę w głąb dzielnicy, unikasz krępującej wymiany zdań z szemranymi typkami, którzy proponują ci pracę w nocnym klubie.

IMG_20170917_011850_595Nad tym wszystkim góruje monumentalna i egzotyczna bazylika, reprezentująca wszystko to, co klasycznie piękne w Paryżu. Biała, orientalna sylwetka jest jednym z najbardziej charakterystycznych budynków sakralnych w Europie, niekoniecznie na pierwszy rzut oka kojarzącym się z religią, którą ma reprezentować. Zachwyca zarówno z najdalszych punktów widokowych, jak i z perspektywy gigantycznych schodów położonych tuż pod nią. To jedno z ulubionych miejsc Paryżan na zasięgnięcie chillu. Tego punktu wycieczki nie powinno się pomijać, mimo iż wdrapanie się na górę czasem nie należy do najprzyjemniejszych i beztroskich rozrywek.

IMG_20170313_192853

Moulin Rouge – bo kiedy jak nie teraz?

IMG_20170312_132143Zupełnie niespodziewaną (jak dla kogo) atrakcją tego wyjazdu okazał się urodzinowy wieczór Michała w Moulin Rouge. Kabaret położony w samym centrum rozrywkowej (hedonistycznej?) części dzielnicy zaprasza codziennie na swój flagowy spektakl Feerie. Nie tylko dlatego, że był to prezent, wypada powiedzieć: Moulin Rouge to rewelacja! I aż sami się dziwimy, że to piszemy. Przed wyborem takiej atrakcji Marta długo zastanawiała się, mając w pamięci zajawkę. Czy dość skąpo ubrane (one jeszcze są ubrane?!) tancerki, akrobacje z wężem w akwarium i różowe pióra to rozrywka, którą jesteśmy w stanie przeżyć? Dziwnie się przyznać – ale jednak tak!

Choć neony, wiatraki i krwiste czerwienie na to nie wskazują, Moulin Rouge to miejsce, gdzie króluje szyk, elegancja i wytworność… aż do momentu rozpoczęcia pokazu. Sala, mimo ogromnej przestrzeni i panującego tam przed przedstawieniem ogólnego rozgardiaszu, robi wrażenie przytulnego miejsca. Marta mając w pamięci swoją ukochaną książkę Madame Picasso z rozrzewnieniem wyglądała stolika, przy którym zasiadał Pablo.

Spektakl trwa około półtorej godziny i jest pełen akrobacji, średniej jakości popisów wokalnych (z taśmy), rozbudowanych układów choreograficznych, ostentacyjnej nagości, wszechobecnego różu i dość daleko posuniętego kiczu, co w wypadku tego miejsca naprawdę nie jest zarzutem. Jeśli szukacie czegoś niesamowicie paryskiego – to Moulin Rouge jest świetnym wyborem. Zobaczenie kankana dokładnie w tym miejscu, gdzie się narodził, debiutował i zyskał ogromną sławę, to jedna z najlepszych atrakcji, jakie da Wam to miasto. Pomimo istotnego dystansu wobec szkaradnych kompozycji w podśpiewywaniu Paris Danse prześcigaliśmy się jeszcze przez dobrych kilka dni. Przy wyjściu z kabaretu udało nam się kupić soundtrack z Feerie, więc być może będziemy to nucić w nieskończoność.

Moglibyśmy tu dodać jakieś ckliwe zakończenie, ale to nie jest nasza ostatnia wyprawa do Paryża, więc po prostu: au revoir!

 

03/2017

Jedna uwaga do wpisu “Paryż dla początkujących i dla zaawansowanych

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s